Header Ad

Nasze tematy

Najczęściej oglądane

SZCZĘŚLIWA SIÓDEMKA

Zaproszone z Polski jury już w lutym wyłoniło laureatów jubileuszowej XXV Olimpiady Literatury i Języka Polskiego na Białorusi. W gronie najlepszych znalazła się młodzież z Grodna, Wołkowyska i Mohylewa. Od 4 do 8 kwietnia 2017 roku siódemka reprezentantów Białorusi przebywała w Konstancinie pod Warszawą, by walczyć o miejsce w czołówce, nie tylko z najzdolniejszymi uczniami z Polski, ale również z rówieśnikami z całej Europy. Tym razem siódemka rzeczywiście okazała się liczbą szczęśliwą. Uczestnicy wrócili z tytułami finalistów, co wiąże się ze zwolnieniem z egzaminu ze znajomości języka i otrzymaniem indeksu na polonistykę. Jeszcze na gorąco podzielili się swoimi wrażeniami:

Jana Lasota z Mohylewa:

Paradoksalnie, jedną z najgorszych spraw związanych z udziałem w międzynarodowym etapie XLVII Olimpiady Literatury i Języka Polskiego okazał się dojazd na miejsce. Moja podróż rozpoczęła się około pierwszej w nocy. Potem było czterogodzinne czekanie na dworcu autobusowym. Wreszcie o 915 wyjechałam z Mińska. Z niecierpliwością marzyłam o dołączeniu do pozostałych olimpijczyków: Justyny, Roberta, Julii, Mirosławy, Teresy, Władysława oraz najlepszej opiekunki grupy – Beaty Baraś. Spotkaliśmy się na dworcu autobusowym w Grodnie dopiero o 1400.. Podczas jazdy mieliśmy dużo czasu na zawarcie znajomości i powtórzenie materiału.

Do Warszawy dotarliśmy z godzinnym opóźnieniem, a przed nami był jeszcze spory kawałek drogi. Jazda miejskim autobusem, metrem oraz autobusem podmiejskim zajęła prawie dwie godziny! Wreszcie przyjechaliśmy do ośrodka oo. pallotynów w Konstancinie. Na szczęście, mimo późnej pory (2130), czekała na nas kolacja. Po krótkim odpoczynku przystąpiliśmy do powtórki, która ciągnęła się do pierwszej w nocy. Nie było wyjścia, gdyż rano zaczynała się najważniejsza dla obcokrajowców część olimpiady – etap ustny.

Każdy się denerwował, czekając na swoją kolej. Dla uspokojenia zeszliśmy na parter, gdzie śpiewały ptaszki. Ciągle jednak ktoś wracał na górę, żeby zapytać innych uczestników, jaki omawiali temat, jak im poszło, czy było trudno.

Mirosława wchodziła pierwsza z naszej grupy. Trzymaliśmy za nią kciuki. Teraz już cała Białoruś się denerwowała. Wróciła Mira, poszedł Władysław, potem Robert… Każdy przekazywał pozostałym swoje wrażenia. Tak ciągnęły się godziny przed obiadem… Moja kolej nastąpiła dopiero po posiłku.

Już nie byłam głodna i prawie się nie denerwowałam, wchodząc na salę. Wśród życzliwych profesorów poczułam się naprawdę dobrze. Wydawało mi się, że to nie egzamin, a przyjemna rozmowa. Wyszłam z sali pół godziny później – zmęczona, ale zadowolona.

Najtrudniejsza część olimpiady była za nami. Poszliśmy na przyjemny spacer – na lody. Pamiętaliśmy jednak, że przed nami kolejny etap – część pisemna. Uczniom z zagranicy sprawia on wiele problemów. Oprócz poprawności gramatycznej i sprawności językowej, wymaga się przede wszystkim doskonałej znajomości literatury. Liczy się także umiejętność koncentracji, co nie jest łatwe, gdy siedzi się wśród ponad 200 osób. Musieliśmy wybrać jeden z ośmiu tematów: pięć stanowiły rozprawki, a trzy – interpretacje porównawcze. Po pięciu wyczerpujących godzinach pisania, wreszcie nastąpił koniec. Zjedliśmy obiad, a potem ruszyliśmy na zwiedzanie stolicy.

Przed nami spacer po warszawskiej Starówce, picie czekolady i zwiedzanie Muzeum Narodowego. Oczywiście dużo czasu spędziliśmy przed obrazem Bitwa pod Grunwaldem Jana Matejki, który zachwycił swoją skalą. Byliśmy pod wrażeniem piękna polskiego malarstwa. Aż nie chciało się wracać, ale zegarki wskazywały już 2100. Wreszcie można się było spokojnie wyspać, ponieważ dla uczestników z zagranicy olimpiada już się skończyła. Piątek okazał się dniem wolnym, ale wiedzieliśmy, że wieczorem poznamy wyniki rywalizacji.

Rankiem mieliśmy zwiedzać dom Stefana Żeromskiego. Wyposażeni w mapę wyruszyliśmy na piechotę przez Konstancin. Po pół godzinie spostrzegliśmy, że idziemy w przeciwnym kierunku… Śmiejąc się, zawróciliśmy i wreszcie dotarliśmy do domu słynnego polskiego pisarza. Po tej przygodzie znów wyprawa do Warszawy, by odwiedzić pałac w Wilanowie i… centrum handlowe.

Wróciliśmy do ośrodka w samą porę. Przed nami pełna napięcia chwila: ostatnia, lecz najdłuższa… Ogłoszenie wyników.

 

Robert Tawrel z Grodna:

Pierwszego dnia po przyjeździe odpowiadaliśmy ustnie ze znajomości gramatyki i literatury. Czekanie na swoją kolej było niełatwe. Tak jak inni, nie traciłem czasu. Powtarzałem materiał, próbowałem dowiedzieć się czegoś bliżej od osób, które już zdawały. Okazało się, że rozmowa nie jest taka straszna. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęło pół godziny. Następnego dnia zasiedliśmy do pisania wypracowań. Dołączyli do nas olimpijczycy z Polski. Po pięciu godzinach pisania interpretacji porównawczej bajek Krasickiego, wreszcie odpoczynek. Z całą grupą zwiedzaliśmy Warszawę – niezwykle piękną, nawet podczas brzydkiej pogody. W piątek wieczorem, w trakcie odczytywania wyników, trema znów wróciła. Wkrótce mogłem odetchnąć z ulgą – zostałem finalistą!

 

Teresa Romańczuk z Grodna:

Jestem uczennicą klasy IX. Uczę się w polskiej szkole, mam polskie korzenie. W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłam w OLiJP. Po uzyskaniu dobrych wyników na wcześniejszych szczeblach, zakwalifikowałam się do etapu międzynarodowego. Całą grupą mieszkaliśmy w Konstancinie pod Warszawą, w pięknym ośrodku pallotynów.

Pierwszego dnia denerwowałam się przed ustną odpowiedzią. Nic dziwnego, czekałam na swą kolej około pięciu godzin. Komisja była jednak uśmiechnięta, więc wrócił mi dobry humor. Rozmowa trwała mniej więcej dwadzieścia minut. W czwartek nie miałam raczej problemu z częścią pisemną. Wybrałam interpretację wierszy. Dopiero po napisaniu pracy odetchnęłam z ulgą.

W piątek, po krótkim spacerze po mieście, poznałam wyniki. Teraz jestem szczęśliwa – otrzymałam indeks.

Mirosława Szwied z Grodna:

Udział w olimpiadzie z literatury i języka polskiego był dla mnie wielkim przeżyciem. Etap międzynarodowy  różnił się od poprzednich. W środę czekała nas część ustna. Nie była bardzo trudna, chociaż trudniejsza od tej na Białorusi. Wszyscy przeżyliśmy duży stres czekając na swoją kolej. Przeszkadzało mi to, że nie mogłam się swobodnie wypowiedzieć, tylko zadawano pytania. Nie na wszystkie odpowiedziałam. Postaram się jednak uzupełnić te luki w wiedzy. Wieczorem stwierdziliśmy, że za nami najtrudniejszy i najstraszniejszy dzień. Rozprawki już się tak nie baliśmy. Późnym wieczorem Beata Baraś wyjaśniała nam, jak się pisze wypracowanie. Ta informacja się przydała. Dzięki temu nie straciliśmy czasu, chociaż marzyliśmy, żeby odpocząć. Po spacerze w Warszawie byliśmy bardzo zmęczeni.

Niełatwo było koncentrować się przez pięć godzin. Czasami wydawało mi się, że zasnę, ale mobilizowała mnie obawa, iż nie zdążę wszystkiego napisać. Najgorsza była atmosfera napięcia i zdenerwowania. Byliśmy pewni, że poszło nam źle. Nasze nauczycielki też się denerwowały. Odebraliśmy od nich dużo smsów,  w których życzyły nam powodzenia, pytały,  jak sobie radzimy. Zaskoczyła nas informacja, że wszyscy jesteśmy finalistami.

Choć przeżyłam duży stres, musiałam do późna uczyć się z notatek, było warto. Poznałam nowych ludzi, zdobyłam niezwykłe doświadczenia. Właściwie nawet żal było wyjeżdżać. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby napisać jeszcze jedną rozprawkę, zamiast iść do szkoły.

Dziękuję polonistce Halinie Mickiewicz, że poświęciła mi swój czas i cierpliwie przygotowywała mnie do olimpiady oraz pani Beacie za opiekę nad nami.

 

Julia Żuromska (finalistka):

Udział w olimpiadzie literatury i języka polskiego był dla mnie zaszczytem. Długo się uczyłam, ale zakwalifikowanie się do etapu międzynarodowego okazało się prawdziwą niespodzianką. Razem z polonistką Beatą Baraś wybrałyśmy oryginalne zagadnienia do części ustnej. Przygotowania trwały miesiąc. Potem całą grupą pojechaliśmy do Konstancina pod Warszawą.

Rozmowa z komisją była stresująca. W części pisemnej pojawiły się bardzo ciekawe, ale skomplikowane, tematy. Interpretowaliśmy je przez pięć godzin. W wolnym czasie zwiedzaliśmy warte obejrzenia miejsca, między innymi dom Żeromskiego, po którym oprowadzała nas prof. Alina Kowalczykowa. Odwiedziliśmy też przepiękny pałac i park w Wilanowie. Spacerowaliśmy oczywiście również po Starym Mieście w Warszawie.

Kiedy ogłoszono wyniki, byłam zdziwiona, a jednocześnie zadowolona. Wcześniejszy wysiłek nie poszedł na marne. Dziękuję bardzo pani Beacie, która mnie tak świetnie przygotowała.

 

Uzyskanie takich wyników na szczeblu międzynarodowym to ogromne osiągnięcie młodzieży z Białorusi. Na sukces złożyły się nie tylko inteligencja i pracowitość uczniów, ale też pomoc ze strony przygotowujących ich nauczycieli oraz wsparcie bliskich, którzy wytrwale trzymali kciuki.

Opracowała Beata Baraś

konsultantka ORPEG

 
FNRPDZG
ORPEG
Wspólnota Polska
ODNSWP
Pomoc Polakom na Wschodzie
Senat RP