Header Ad

Nasze tematy

Najczęściej oglądane

Annały warsztatowe

Dzień pierwszy

Początek warsztatów. Pierwsze skojarzenie w tym zakresie to ćwiczenia, lekcje. A jednak pierwszym wydarzeniem okazało się doświadczenie natury narodowościowej. Narodowość jako przynależność do narodu uwydatnia się między innymi w przynależności do religii. Płonące świece, zapach kadziła, muzyka organowa to zawsze było dla mnie częścią tego, co zowie się „polskością”. Wtedy właśnie najmocniej odczuwam więź z tym, co matczyne, rodzime, polskie. Pięknie, że organizatorzy pomyśleli o tym.

Wykład inauguracyjny stał się kontynuacją tego wątku, zaktualizował problemy, wśród których egzystujemy na co dzień, których dostrzegamy, jednak z wielu różnych powodów nie zastanawiamy się. Kim właściwie są Polacy na Białorusi? Etnosem? Grupą narodowościową? Osiedleńcami? Kresowiakami? Lektor nie stawiał sobie za cel podać odpowiedź. Poruszył jednak to, co było schowane w potajemnych zakamarkach duszy, to, o czym zawsze pamięta ten, kto ukończył „szkołę babci” – szkołę polskości. Najważniejsze, że jesteśmy sami swoi, pielęgnujemy tradycje, mówimy w języku ojczystym, wychowujemy dzieci w wierze. No i proszę – mamy odpowiedź.

Image Dzień drugi

Klasa, ławki, nauczyciel… Tak dobrze znana mi atrybutyka. Tyle razy byłam nauczycielką. A jak będę się czuła w roli uczennicy? Dziwne, ale mam tremę: a jeśli Pani wywoła mnie do tablicy, a jeśli nie potrafię odpowiedzieć? Nowe doświadczenie? Raczej zapomniane, z tych dawno minionych czasów szkolnych.

Dzisiaj byłam uczennicą klasy starszej. Doskonaliłam sprawność słuchania ze zrozumieniem. Ciekawy, zabawny tekst przyswajał się łatwo. System zadań intrygował: rysowane dyktando, praca z polami graficznymi, praca z mapą etc. Zainteresowało zintegrowane zadanie dotyczące dopasowania wiersza do obrazu malarskiego. Musiałam skojarzyć, wyobrazić, zmodyfikować słowo w kolor. Będąc w roli uczennicy, zrozumiałam, jak istotne jest dobrze sformułowane przez nauczyciela pytanie, jak wiele znaczy konsekwentność w systemie zadań.

Całkowitym novum była praca w grupach, w których dzieliliśmy na wszystkich odpowiedzialność i błędy, postępy i porażki.

Image Dzień trzeci

Kolejne zaskoczenie: mam przeistoczyć się w ucznia klasy młodszej. Tak dawno nie byłam dzieckiem, chyba z tego powodu krępowałam się tańczyć w kole chwyciwszy sąsiadkę za rękę. Ale dziwny luz pochłonął dość szybko i już nie zdziwiło zadanie: mazać mazakiem na całą wielkość arkuszu, mazać bez ograniczeń, od serca, tak, jak się chce. Grupa dorosłych osób dość szybko zapomniała o wieku, rysowała nieskrępowanie faliste linie, na tle których miał powstać portret grupy. Zabawa dydaktyczna mająca na celu rozwijanie umiejętności grafomotorycznych sprawiła wiele radości. Ubrudzeni mazakami i niezmiernie szczęśliwi mieliśmy możliwość jako wynik obejrzeć całą galerię miłych buziek. Niektóre nawet raziły podobieństwem do oryginału.

Z dydaktycznego punktu widzenia było to niezmiernie cenne, ponieważ uczyło umiejętności współpracować, uczyło doznawania wspólnych przeżyć.

Image Dzień czwarty

Likwidacja muzycznego analfabetyzmu przydała się jak najbardziej. Nie podejrzewałam, że uczenie się muzyki ma tak wiele wspólnego z dobrze mi znaną fonetyką.

Nie śpiewałam parę dobrych lat, zwłaszcza, jeżeli chodzi o piosenki dla dzieci. Miś Uszatek i Reksio jako bohaterowie piosenek stały się inspiracją do nowych przeżyć, nawet do wspomnień tych wieczorynek, które oglądałam będąc dzieckiem. Postanowiłam, że dzisiaj koniecznie zaśpiewam swojej córce-nastolatce na dobranoc. Może się zdziwi, a może będzie po prostu szczęśliwa. Jednak muzyka potrafi zmienić człowieka.

Drugi tydzień warsztatów

Jak wiele odcieni ma polskość. Może z tego powodu jest tak trudna do zdefiniowania.

Jadąc w poprzednim tygodniu do Swisłoczy, Indury, odczuwałam tęsknotę za przeszłością. Rozumiałam, że nigdy nie powrócą czasy Karpińskiego, Orzeszkowej. Było, minęło… Cieszyłam się przynależnością do tej kultury. Odpowiednim wydawał się czasownik w czasie przeszłym – widziałam.

Jadąc po Polsce jak najbardziej czułam się w teraźniejszości. Zmienił się czas czasownika – zobaczę. Taka metamorfoza zaskoczyła. Nie znalazłam dla nie wytłumaczenia.

Gdańsk, Gdynia, Sopot… Byłam tu nie jeden raz odwiedzając zamieszkałą na tych terenach rodzinę, towarzysząc studentom pod czas praktyki krajoznawczej. A jednak miasta wydały się inne. Z perspektywy deszczowej pogody Sopot został w mej pamięci jako smutny i milczący, Gdańsk przy okazji podróży statkiem pirackim jako morsko-tajemniczy.

Dwie świątynie z ruchomymi organami były niesamowite same w sobie. Podziwu godny był nie tyle przepych kościołów w Oliwie Gdańskiej i w Świętej Lipce, ile atmosfera zadumy, ciszy, panująca w tych kościołach. Co było jej źródłem przy tak dużym tłoku turystów odwiedzających te świątynie?

Program wycieczki był obfity w zabytki, muzea. Nie sposób wymienić wszystkich. Potrzebuję czasu, aby to ułożyć w pewną całość.

Nauczyłam się nowych rzeczy i zobaczyłam na nowo znane miejsca… Taki wynik mogę uznać za zadawalający.

 
FNRPDZG
ORPEG
Wspólnota Polska
ODNSWP
Pomoc Polakom na Wschodzie
Senat RP