PMS

GRAND PRIX KONKURSU „KRESY 2017” NALEŻY DO BIAŁORUSI !!!

„Ja to mam zawsze pecha!” – krzyknęła z rozpaczą Lubow Kazak, zdobywczyni grand prix, kiedy w pociągu z Białegostoku do Grodna usiadła na czekoladzie i pobrudziła mocno dżinsy. Grupa z Białorusi pękała ze śmiechu. Trudno się dziwić, skoro te słowa wypowiedziała młodziutka, szesnastoletnia dziewczyna, którą jury międzynarodowego Konkursu Recytatorskiego im. A. Mickiewicza „Kresy 2017” zaledwie dzień wcześniej uznało za najlepszą spośród recytatorów na dwóch kontynentach – w Europie i Azji. Po raz pierwszy od dwudziestu sześciu lat Białoruś sięgnęła po najwyższą nagrodę. I zrobiła to w pięknym stylu, gdyż pozostali reprezentanci kraju – Patryk Obuchowicz i Alena Tarasowa – zajęli ex aequo II miejsce. A poziom konkursu był wyjątkowo wysoki. Do Białegostoku przybyło dwadzieścia osiem osób z dziesięciu krajów. Byli to najlepsi z najlepszych. Za faworytów uważano Czechów, którzy przez cztery kolejne lata nie dawali sobie odebrać głównej nagrody.

Szczególne powody do dumy mają Grodno i Mohylew. Lubow Kazak z Mostów i Patryk Obuchowicz z Grodna są bowiem uczniami Liceum Społecznego im. Elizy Orzeszkowej, działającego przy Zjednoczeniu Społecznym Polska Macierz Szkolna w Grodnie. Oboje zaczęli się uczyć języka polskiego dopiero rok temu. Ich nauczycielką i instruktorką, przygotowującą do konkursu, była Beata Baraś z Polski, konsultantka ORPEG. Alena Tarasowa, reprezentująca Szkołę nr 2 w Mohylewie, uczęszcza do klasy z językiem polskim dopiero od września. Cała trójka w polskim konkursie recytatorskim brała udział po raz pierwszy, sukcesom na kolejnych etapach towarzyszyły więc coraz większe emocje.

W okrzyku Luby, skarżącej się na pech, było trochę racji… Najpierw kilka godzin spędziła na granicy, oczekując przyjazdu mamy. Z tego powodu na konkurs dotarła dopiero wieczorem. Ominęła ją ciekawa wycieczka po Białymstoku i wspaniały wykład dr Barbary Olech o życiu i twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Zamiast jednak odpoczywać po długiej podróży, od razu dołączyła na zajęciach do pozostałych recytatorów. To nie był jednak koniec problemów. W internacie pojawił się kłopot z zakwaterowaniem, gdyż Polacy uznali imię Lubow, zakończone za spółgłoskę, za męskie i zaplanowali mieszkanie w pokoju z chłopcami… Przez kolejne dwa dni często słyszeliśmy pytanie: „To ty jesteś dziewczynką?”. Potem, w ostatniej chwili przed finałem, oklejaliśmy taśmą wysoki, drewniany stół, z którego miała zeskoczyć, bo brzeg, najeżony drzazgami, groził podarciem odświętnej sukienki. Tuż przed występem puściło oczko w rajstopach… Moje zapewnienia, że tego zupełnie nie widać, nie zdały się na nic. Musiał potwierdzić sam współtwórca spektaklu! Dla perfekcjonistki Luby był to szereg małych tragedii, z którymi dzielnie walczyła.

Jako opiekunka grupy patrzyłam z radością, jak Luba, Alena i Patryk wzajemnie się wspierali. Chłopiec, prawdziwy dżentelmen, opiekował się koleżankami. Wspólnie ciężko pracowali na warsztatach, by wesoło przekomarzać się w czasie krótkich przerw. Cała trójka chłonęła każde słowo profesorów z Akademii Teatralnej w Białymstoku, którzy z nimi ćwiczyli. Podziwiałam ich nieustającą aktywność i zaangażowanie, mimo rosnącego z godziny na godzinę zmęczenia. Zajęcia trwały codziennie od 9.00 do około 22.00. Chwile wytchnienia przynosiły tylko posiłki i wieczorne spektakle. Sztuki były jednak ambitne i również wymagały skupienia, zwłaszcza że dla moich uczniów język polski stanowił nadal sporą barierę. Dzielnie jednak uczestniczyli w warsztatach z dykcji, śpiewu, ruchu scenicznego. Uczyli się właściwego poruszania na scenie, umiejętnego posługiwania mimiką i gestykulacją, panowania nad ciałem, oddychania przeponą, sposobów walki z tremą, nawiązywania kontaktu z publicznością. Doskonalili wymowę i interpretację. Dorośli mogli sobie pozwolić na chwile wytchnienia, młodzież – była w ciągłym ruchu. Wieczorami martwiłam się patrząc na zmęczone, poszarzałe twarze dzieci. Ale oczy błyszczały radością, że znowu nauczyły się czegoś nowego. Wraz ze zbliżaniem się terminu konkursu rósł stres. Trójka z Białorusi nie dawała ani sobie, ani mnie taryfy ulgowej. Po całym dniu zajęć spotykaliśmy się nocami w pokoju lub świetlicy internatu, by jeszcze raz przepracować tekst, uwzględnić uwagi fachowców. Alena, Luba i Patryk uparcie doskonalili wymowę i dykcję, po kilkanaście razy wchodzili na scenę i z niej schodzili, by właściwa postawa stała się ich naturalną, by znikły zbędne spojrzenia i gesty. Bardzo wzięli sobie do serca wskazówkę, że recytacja powinna być dialogiem ze słuchaczem. Starali się konfrontować z wyrażonymi w wierszach emocjami. Chwilami bałam się, że pracują za dużo, za ciężko. Na moje uwagi, że już jest dobrze, odpowiadali: „Ma być bardzo dobrze”. Poprawiali wzajemnie swoje błędy, wspierali się.
Jakby mimochodem potrafili znaleźć czas na nawiązywanie kontaktów towarzyskich. Patryk Obuchowicz znał już wkrótce całą grupę, zarówno rówieśników, jak i opiekunów. Wraz z organizatorami „Kresów” pięknie śpiewał kolędy podczas uroczystej wieczerzy wigilijnej. Wzruszył nas ofiarowując na zakończenie warsztatów każdej mieszkance pokoju czekoladę w podziękowaniu za wspólnie spędzone chwile. Luba przyciągała uwagę promiennym uśmiechem i niezwykłą ufnością. Ktoś nazwał ją „iskierką”. Alena nieco onieśmielała powagą, ale zjednywała tym spokojem sympatię. Wypytywali nowych przyjaciół o wszystko: o zwyczaje i kuchnię innych krajów, o minione konkursy, o naukę języka polskiego, o tajniki aktorskiego i reżyserskiego warsztatu. Byłam z nich dumna.

W napięciu słuchałam ich wystąpienia już podczas samego konkursu. Wydawało mi się, że recytowali zachwycająco. Ale czy potrafiłam być bezstronna? Mimo przyjętych przez jury kryteriów, ocena recytacji, jak każdej sztuki, zawsze zawiera element subiektywizmu. A poziom rzeczywiście był wysoki. Dlatego starałam się nie rozbudzać w moich podopiecznych zbyt wielkich nadziei. Czułam jednak, że podczas tych kilku minut na scenie oczarowali widownię: Patryk żywiołową radością bohatera „Filozofii” K. Wierzyńskiego, Alena – rolą matki we fragmencie „Janka Muzykanta” i Luba – przekonując słowami Jonasza Kofty „Trzeba marzyć”. Te ostatnie wkrótce zaczęły żyć własnym życiem, funkcjonując w grupie uczestników „Kresów” jak przysłowie. Młodzież odpowiadała nimi w rozmowie. Dla Lubow Kazak marzeniem było właśnie zajęcie miejsca w konkursie. Napisała o tym w króciutkim tekście, którym prezentowano sylwetki uczestników. Po występie powiedziała do mnie: „Zrobiłam wszystko, co mogłam. Wydaje mi się, że ładniej już się nie da powiedzieć”. Najwyraźniej jury doszło do tego samego wniosku…

Na ogłoszenie wyników czekaliśmy kilka dni. Najpierw wszyscy recytatorzy zaprezentowali się podczas gali na scenie Białostockiego Teatru Lalek w spektaklu na motywach „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, w reżyserii Magdaleny Kiszko-Dojlidko i Mateusza Smacznego, z oprawą muzyczną Agnieszki Glińskiej. Na widowni zasiedli honorowi goście, m.in. przedstawiciele lokalnych władz na czele z prezydentem Białegostoku Tadeuszem Truskolaskim, konsul generalny RP w Grodnie Jarosław Książek wraz z małżonką, organizatorzy z Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, pracownicy Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza i Białostockiego Teatru Lalek, członkowie jury.

Kiedy przewodniczący komisji konkursowej, prof. Piotr Damulewicz, odczytał werdykt, w ułamku sekundy spełniły się marzenia Lubow Kazak, Aleny Tarasowej, Patryka Obuchowicza i wszystkich, którzy trzymali kciuki za polską młodzież z Białorusi. Po dwudziestu sześciu latach uczniowie z Grodna i Mohylewa dokonali rzeczy niewiarygodnej. Wdarli się szturmem na najwyższe miejsca na podium. Przynieśli zaszczyt swojej ojczyźnie, Polsce i szkołom, które je kształciły.

Najwyraźniej warto uwierzyć Lubie, która z takim przekonaniem mówiła do publiczności: „Nim twe szczęście cię minie / Trzeba marzyć” i spełniła swe najgorętsze pragnienie. To jak z tym pechem, Lubo?

Beata Baraś, konsultantka ORPEG

Kresy-Bialystok-07183

Kresy-Bialystok-07176

Kresy-Bialystok-07175

Kresy-Bialystok-07282

Kresy-Bialystok-07298

Kresy-Bialystok-07303

Kresy-Bialystok-07310

Kresy-Bialystok-07312

Kresy-Bialystok-07315

Kresy-Bialystok-07265

Kresy-Bialystok-07243

Kresy-Bialystok-07247

Kresy-Bialystok-07255

Kresy-Bialystok-07260

Kresy-Bialystok-07261

Kresy-Bialystok-07263

Kresy-Bialystok-07271

Kresy-Bialystok-07334

Kresy-Bialystok-07341

Kresy-Bialystok-07345

Kresy-Bialystok-07360

Kresy-Bialystok-07368

Kresy-Bialystok-07369

Kresy-Bialystok-07373

Kresy-Bialystok-07375

Kresy-Bialystok-07378

Kresy-Bialystok-07380

Kresy-Bialystok-07220

Kresy-Bialystok-07218

Kresy-Bialystok-07217

Kresy-Bialystok-07212

Kresy-Bialystok-07207

Kresy-Bialystok-07226

Kresy-Bialystok-07203

Kresy-Bialystok-07195

Kresy-Bialystok-07190

 

Przygotowane w Centrum Informacyjno-wydawniczym przy ZS „Polska Macierz Szkolna"